recenzje

Film ciałem podszyty. Recenzja „Mięsa” Julii Ducournau

Przed polską premierą było o tym filmie głośno. Artykuły w mediach, pogłoski o wymiotujących widzach i dmuchanie balonika z napisem KONTROWERSYJNE. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom przeciętnego widza, chcącego zatrwożyć się przerażającymi scenami, skupiono się na kwestiach, które tak naprawdę w tym obrazie nie są najważniejsze.

RODZAJ MIĘSA

Zacząć należy od samej kategoryzacji „Mięsa”. Sklasyfikowany został jako horror (o samym gatunku pisałem tutaj), bo też ze względu na sceny makabryczne, tak opisany zostać musiał. Czy jednak można zestawić go z „Koszmarem z ulicy wiązów” lub „Paranormal Activity”? Nie. Powątpiewam też, czy przypadłby do gustu fanom „Teksańskiej masakry” albo „Obecności”, ponieważ nie ma tu klasycznych jumpscare`ów czy innych popularnych zabiegów, mających na celu wystraszyć widza. W „Mięsie” przestrach budzi ludzka natura, pierwotny instynkt, siedzący gdzieś uśpiony, który ­– gdy dojdzie do głosu – budzi spustoszenie.

MIĘSNE SYMBOLE

Gdy wszyscy skupiają się na motywie kanibalizmu w tym filmie, zupełnie ignorują jego metaforyczność. Równie dobrze autorka dzieła, Julia Ducournau, mogłaby osadzić fabułę wokół, np. piromanii czy jakiegokolwiek innego zachowania, które powszechnie uważane jest za dewiację i brak mu powszechnej akceptacji. Tymczasem w „Mięsie” mamy do czynienia z niesamowitym natężeniem konfliktów wewnętrznych, z jakimi spotykamy się na co dzień. Od presji grupy, przez seksualność, po uznanie najważniejszych dla nas wartości. W wywiadach twórczyni fascynuje się ludzkim ciałem, jako poligonem dla przemian, zachodzących w naszym życiu.

Uważam, że tylko całościowe spojrzenie na główną bohaterkę, może skłonić nas do przemyśleń, o jakie chodziło twórczyni „Mięsa”. Ducournau wybrała pewien alegoryczny klucz, którym stał się kanibalizm Justine i chwała tym, którzy w odbiorze tego filmu nie poprzestaną na opowiastce o dziewczynie, która rozochociła się w konsumpcji ciał swoich quasi-seksualnych partnerów.

OTWARCIE NA NOWE SMAKI

Zamknięcie się na jakiekolwiek inne drogi interpretacji tego filmu prowadzą w dziwne miejsca. Z efektem takiego jednokierunkowego myślenia spotkałem się, czytając recenzję „Mięsa” w Wysokich Obcasach. Tam kontekst kobiecej seksualności przyćmił resztę, co doprowadziło do zubożenia optyki na dzieło Juli Ducournau. A to dlatego, że dawno nie widziałem tak bogatego tematycznie filmu, który równocześnie poruszałby tak mało wątków i ograniczałby się do jednej bohaterki i raptem kilku drugoplanowych postaci.

SMACZNEGO

Na koniec mogę jedynie polecić „Mięso”, ponieważ film ten oddziałuje na wiele ludzkich emocji. Od wrażeń czysto estetycznych (uczta palczasta – świetnie makabryczna scena!), przez wewnętrzne konflikty, po interesujące spojrzenie na inicjację i rozterki z nią związane. Po jego obejrzeniu, można zupełnie inaczej spojrzeć na pojęcie natury i przekraczania barier.

Parę słów o innych horrorach – Coś za mną chodzi albo może Turyści