dziupla kreatywności

Kreatywność – dar czy dobry sposób na życie?

Jeszcze kilka lat temu nie wierzyłem, że bycia kreatywnym można się nauczyć. Żyłem w przekonaniu, że to zdolność wrodzona, jak predyspozycje do nauk ścisłych albo dyscypliny sportu. Przez owe lata sporo się zmieniło i przede wszystkim wychodzę z założenia, że kreatywność można w jakiś sposób stymulować, a wszystko tak naprawdę opiera się na ciężkiej pracy i regularności.

Kreatywni – pierwszy kontakt

Moje postrzegania świata zmieniło się w okresie studiów. Na polonistyce było kilka osób, które potrafiły dobrze pisać, snuć historie, albo po prostu dobrze ściemniać. Początkowo oczywiście zazdrościłem, ale z czasem postanowiłem im dorównać. Zacząłem zmuszać się do pisania tekstów, tworzenia treści, haseł – słowem wszystkiego, co wymaga otwartej głowy i nieustannego generowania pomysłów. Z pozoru błahe ćwiczenia, których efektów nie dostrzegałem, zaczęły owocować ciekawszymi treściami, bogatszymi fabułami czy wreszcie pieniędzmi, gdyż ostatecznie pomysłowością zarabiam na życie.

Kreatywni – jak do nich dołączyłem

Perspektywa spędzenia życia jako „twórca treści” była moim głównym motorem napędowym nauki i kolejnych ćwiczeń. Tymczasem kreatywność oferuje mi kolejne bonusy w życiu codziennym. Niemal na każdym kroku lepiej dogaduję się z ludźmi, choć na co dzień nie jestem typem duszy towarzystwa. W związku kreatywność jest bezcenna! Każda próba załagodzenia sytuacji, doprawiona szczyptą pomysłowości, daje dalece lepszy efekt, niż tradycyjne kwiaty i czekoladki.

Kreatywni – dołącz i ty

Kreatywność była też remedium na poczucie beznadziejności w czasie pracy w korporacji. W sprzedaży jakieś grono speców przeważnie obmyśla jakiś wzorzec dla pracowników, który powtarzany w kółko ma zapewnić efekt w postaci zysku dla firmy. Gdybym miał klepać te same formułki każdego dnia, w stosunku do każdego klienta, prawdopodobnie nie zakończyłoby się to korzystnie dla mojej psychiki. I wtedy z pomocą przybywała kreatywność, która pozwalała stworzyć wachlarz możliwości rozmowy z klientem, podejścia go, przekonania. Pomijam brak wiary w samą pracę i marne tego skutki w postaci wyników, ale dzięki temu, że każdą osobę siadającą przede mną traktowałem jako nowe wyzwanie dla moich pomysłów na sprzedaż, nie zamknięto mnie w pokoju bez klamek.

Kreatywność może przydać się wszędzie: w domu, wychowując dziecko lub sprzątając, w pracy, kiedy brakuje nowych bodźców, nawet na stacji benzynowej, kiedy chcesz dostać do hot-doga dodatkowy sos bez konieczności dopłaty. A że można się tego zwyczajnie nauczyć, jestem najlepszym przykładem. A wtedy dla nas świat stanie się dużo łatwiejszy, a dla innych – ciekawszy.