Nowy w mieście

Nie chce (mi)się

Słupsk ma nową atrakcję turystyczną! Przybywajcie! Oglądajcie! Najciekawsze rzeczy w Słupsku! Musisz to zobaczyć! Czy aby na pewno?

Późny piątkowy wieczór w siedzibie sztabu generalnego słupskiego magistratu. Najtęższe umysły tego miasta zebrały się, by wspólnie powziąć kroki, które rozpędzą lokalną turystykę. Spotkanie jest ściśle tajne, sprawdzono szafę na szpicli, zamknięto szczelnie nieszczelne okna ratusza. Krople potu przemierzają kolejne bruzdy na czołach uczestników. Ciśnienie na sukces jest ogromne, zwłaszcza po klapie związanej z budową Aquaparku. Jeden z włodarzy właśnie zakończył rozmowę ze znaną miłośniczką zwierząt i silikonu z Kalifornii. Nie przyjedzie. Nerwowe uderzenie pięścią w stół sprawiło, że na wiekowej dębinie po latach pojawiło się pierwsze pęknięcie. Wreszcie, po wielu godzinach dyskusji, których skutkiem były kubek wody (ponoć z kranu) ciśnięty o ścianę i radny wyrzucony za okno – padło legendarne „mamy to”. Prezydent Robert Biedroń podszedł do okna, rozgniatając resztki szkła, które jeszcze godzinę temu stanowiło istotny element okiennej szyby. Poczuł rześki powiew wieczornej bryzy znad wybrzeża. Jego przenikliwy wzrok utkwił w pobliżu wejścia do Urzędu Stanu Cywilnego. „Pierwszy tam stanie” – powiedział do zebranych i tak się stało.

Skąd Słupsk wytrzasnął misie jako symbol miasta? Ponoć przynosi mieszkańcom szczęście od lat, a wziął się z XIX-wiecznych wykopalisk w postaci bursztynowego amuletu. Sprawdziłem wśród rodowitych Słupszczan – każdy kojarzył, więc niech będzie.

Kiedy już pierwsze miśki (plotki zaczerpnięte z podziemia mówią, że ma być ich więcej) stanęły w centrum Słupska, dopadło mnie rozczarowanie. Nie mogę, choć się starałem, wyzbyć się wrażenia, iż figurki niedźwiadków wykonane są totalnie na odwal. Ich nikła waga i pogłos pustego środka wskazują na tandetny materiał, z którego się zrodziły, a wzory (ponoć symboliczne) zdają się równie pustym zlepkiem współczesnych trendów, a raczej ich mierną kopią.

Miałem okazję poznać nieco szczegółów związanych z procesem powstawania sympatycznych miśków i głównym problemem zdaje się to, że podczas wspomnianych obrad lokalnych mędrców ustalono, że absolutnie kluczową kwestią jest czas. Nieważne jak, trochę ważne za ile, najważniejsze – kiedy. Efektem tego są  nieco przymulone w wyrazie mordek miśki, które bez tabliczki z objaśnieniem byłby jedynie enigmatycznym punktem słupskiego krajobrazu.

Zatem jeśli traficie do Słupska w ten letni czas, istnieje spore prawdopodobieństwo, że niegroźny niedźwiadek stanie na waszej drodze. Spokojnie, jest przyjazny, nie ugryzie, nie zabierze piknikowego koszyczka. Ale na pewno też nie przyprawi o zachwyt.