Bez kategorii

Powiew świeżości, czyli recencjza filmu “Coś za mną chodzi”

Moja przygoda z “Coś za mną chodzi” zaczęła się najgorzej jak mogła, jeśli chodzi o oglądanie horrorów. Otóż dobra znajoma, obeznana w tematyce grozy, zareklamowała film (choć sama go wtedy jeszcze nie widziała) jako ponoć jeden z najstraszniejszych horrorów ostatnich lat, żadne tam historyjki o zamykających się samoistnie drzwiach. Cóż mi zatem pozostało? Zadbałem o potrzeby fizjologiczne by nie musieć po seansie chodzić nocą po mieszkaniu, przykryłem się kocem (z czego później zrezygnowałem bo upał, ale do sedna!), zapaliłem lampkę dodającą pewności siebie i włączyłem film…

Prawda jest taka, że nic gorszego nie może trafić się filmowi (zwłaszcza horrorowi) niż przerysowana zapowiedź. Znajomą rozgrzeszam, powtórzyła tylko czyjąś opinię. Poniżej natomiast wygłaszam swoją.

“Coś za mną chodzi” z 2014 roku (polska premiera w marcu 2015) nie jest z pewnością kolejnym straszydłem z cyklu “to się samo poruszyło!”. Pomysł na film oceniam pozytywnie, nawet bardzo zważywszy na wtórność horrorów ostatnich lat, a może nawet całego XXI wieku. Zrezygnowano z opętania, choć wykorzystano całkiem ciekawie motyw prześladowania. Fabuła jest do bólu prosta, choć nie umniejsza to jej “straszności”. Jest sobie zjawa, chodzi za ludźmi, a jedynym sposobem na pozbycie się jej jest stosunek płciowy z dowolnie wybranym osobnikiem. Banalne, prawda? A jednak “Coś za mną chodzi” ma to nomen omen COŚ, co moim przypadku skutkuje potem rekomendacją filmu jako wartego obejrzenia. Innym, co wyróżnia ten konkretny oraz spośród tysięcy jest kreacja bohaterów. Może jestem naiwny, ale wydali mi się inni, bardziej wiarygodni od typowej grupy nastolatków z horrorów klasy B.

Oczywiście są też minusy – raczej niewielkie, dlatego skupię się na jedynym poważnym. Otóż taka a nie inna fabuła ma dla mnie defekt w postaci braku bezpośredniego oddziaływania na moją osobę, czyli po prostu: ani przez chwilę nie ma momentu, w którym zatracony w filmowej rzeczywistości pomyślałbym, że los bohaterów może dotknąć i mnie. Jasne reguły “Coś za mną chodzi” mówią: jesteś bezpieczny, możesz co najwyżej popatrzeć na to, co przytrafiło się innym.

Niemniej “Coś za mną chodzi” jest nieźle wykonaną, ciekawą odmianą, której zakiszonym w paranormalnych zjawiskach kinematografii horrorów potrzebna jest jak tlen. No i nie zapomnijmy o wartości moralizatorskiej: nie uprawiajcie przygodnego seksu, bo możecie złapać coś więcej niż syfa!